Włoska kuchnia nie znosi kombinowania. Dobra oliwa, focaccia prosto z pieca, makaron z jajkiem, wino w karafce — im mniej się w to ingeruje, tym lepiej smakuje. Cała reszta to kwestia tego, skąd bierze się produkty.
Dlatego karta jest krótsza, niż mogłaby być. Wolimy zrobić dwadzieścia dań porządnie niż sześćdziesiąt byle jak. Sos boloński gotuje się u nas godzinami, a nie otwiera ze słoika.
Inspiracje bierzemy z różnych regionów, bo Włochy to nie jedna kuchnia, tylko kilkanaście. Rzymska pizza jest cienka i chrupiąca, sycylijska pasta lubi ryby i kapary, a risotto to sprawa północy.
Piętnaście lat przy Św. Marcin nauczyło nas jeszcze jednego: ludzie wracają po atmosferę tak samo często, jak po jedzenie. Dlatego nikogo nie wypraszamy o godzinie i nie doliczamy serwisu.